NAGRODY 5. SOPOT FILM FESTIVAL

Nagrody Jury

Etiuda fabularna

Równorzędna nagroda dla filmów:

"Naaber" (reż. Magrit Keerdo, Estonia) i "Barbara Jean" (reż. Misha Livingstone, USA).

Wyróżnienie: "Sommarlek" (reż. Axel Danielson, Szwecja).

Animacja

"After" (reż. Kim Noce, Wielka Brytania).

Wyróżnienia: "Play for three Actors" (reż. O. Shmygnn, Wielka Brytania)
"Power Play" (reż. Cecilia Lundqvist, Szwecja)

Polska etiuda studencka

Nagroda: "Kolejny dzień" (reż. Grzegorz Korczak).

Wyróżnienie: "Łódź płynie dalej" (reż. Kordian Piwowarski).

Eksperyment / video-art

Równorzędna nagroda dla filmów:

"879 Colour" (reż. Tobias Anderson, Szwecja) i "What I'm looking for" (reż. Shelly Silver, USA).

OFF_DOC (offowy dokument)

"Tropic Capricorn" (reż. Kika Nicolea, Brazylia).

Wyróżnienie: "Bieda Ziemia" (reż. Filip Marczewski, Polska).

Extra short (film krótszy niż 2 min)

nagród nie przyznano.

Nagrody Sopot Film Center:

Sporty ekstremalne

"Zima" (reż. Adam Żurawiecki, Polska).

Ultra Power Akcja

Nagrody głównej nie przyznano.

Wyróżnienie: "Marco P. i złodzieje rowerów" (reż. Bodo Kox, Polska).

Nagrody honorowe:

"Viands" (etiuda fabularna, reż. Jose Antonio Bonet, Hiszpania),

"Flux" (eksperyment, reż. Kika Nicolela i Suzy Okamato, Brazylia)

"_grau" (eksperyment, reż. Robert Seidel, Niemcy).

Zakończył się 5. Sopot Film Festival

Mirosław Baran, Gazeta Wyborcza (Trójmiasto), 23 maja 2005 r.

Polskie kino niezależne pozostaje daleko w tyle w konfrontacji z podobnymi produkcjami z zagranicy - taki wniosek przychodzi na myśl po pokazach konkursowych zakończonej w niedzielę piątej edycji Sopot Film Festivalu

Potwierdza to werdykt jury. Choć filmy wyprodukowane w naszym kraju stanowiły blisko połowę z około stu projekcji konkursowych, to polski twórca zwyciężył w zaledwie jednej z sześciu głównych kategorii - i to zarezerwowanej wyłącznie dla obrazów zrealizowanych w rodzimych szkołach filmowych. W porównaniu z filmami wyprodukowanymi w Europie Zachodniej, Skandynawii i Stanach polskim dziełom brakowało przede wszystkim pomysłu wartego przeniesienia na ekran. Widoczne to było szczególnie w przypadku etiud fabularnych - "głównej" kategorii konkursowej, w której startowało najwięcej filmów i która cieszyła się największym zainteresowaniem widzów. Jeżeli pojawiał się w nich jakikolwiek zarys fabuły, to opowiadany był w niemiłosiernie rozwlekły sposób (jak w "Ewka skacz!" Barbary Białowąs czy "Ostatniej stacji" Tomasza Piecha). Jedynie w niektórych przypadkach w polskich filmach broniły się bardzo dobre zdjęcia (jak w nagrodzonym "Kolejnym dniu" Grzegorza Korczaka).

Świetnie za to zaprezentowali się w konkursie na najlepszą etiudę fabularną Hiszpanie, choć zostali całkowicie - moim zdaniem niesłusznie - pominięci przez jury (które nagrodziło w tej kategorii ciekawy amerykański dramat psychologiczny "Barbara Jean" - opowieść o próbie wyzwolenia się młodej dziewczyny spod niezdrowego wpływu ojca - i słabiutką estońską komedyjkę "Naaber"). Wśród hiszpańskich filmów pokazany został m.in. obraz "El Siguiente" (zdobywca Srebrnej Kijanki na zeszłorocznym festiwalu Camerimage w Łodzi) w reżyserii Lluisa Quileza Sali - moim zdaniem najlepszy film całego sopockiego festiwalu. Jest to historia sensacyjna: mężczyzna przywozi do opuszczonej fabryki młodą kobietę. Wiąże ją, knebluje i chce zamordować. Wszystko to obserwuje dziesięcioletni chłopiec, który szukał zgubionej piłki. Mężczyzna zauważa go i zaczyna gonić z nożem w dłoni... "El Siguiente" to film kompletny; ma sprawnie opowiedzianą i wciągającą fabułę, doskonałe zdjęcia i montaż, bardzo dobrze grają w nim aktorzy. Jurorzy także zignorowali bardzo ciekawy film "C'era una volta un re" z Włoch. Widzimy czytającego gazetę mężczyznę. Okazuje się po chwili, że w pokoju jest też kobieta. Wywiązuje się między nimi kilkuminutowa kłótnia. Mężczyzna wychodzi, kobieta siada i zaczyna czytać gazetę. Okazuje się, że jest razem z nią w pokoju mężczyzna - obserwujemy jeszcze raz całą kłótnię, jednak z odwróceniem ról. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że cały ten film został nakręcony w jednym długim ujęciu, bez żadnego cięcia.

Tegoroczny Sopot Film Festival to impreza udana. Równie wysoki poziom, jak w przypadku etiud fabularnych prezentowały konkursowe animacje. Nieco gorzej było z filmami eksperymentalnymi i dokumentami offowymi. Jednak pomysł przemienienia Sopot Film Festivalu w imprezę międzynarodową okazał się strzałem w dziesiątkę. Pozwolił on zapoznać się z najnowszymi produkcjami nie tylko z Europy Zachodniej, ale też tak ciekawych krajów, jak Korea, Gruzja, Brazylia, Liban czy Iran. Pokazał też widzom i samym twórcom, jak marnie - w porównaniu z realizacjami zagranicznymi - wypada tak ostatnio wychwalane polskie kino niezależne.